Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1994. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1994. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 lipca 2017

Karty postaci - Warhammer


     Kolejny wpis wspominkowy. Robiąc porządki znalazłem swoją pierwszą kartę postaci (właściwie to drugą ale o tym napiszę innym razem) do pierwszoedycyjnego Warhammera z końca roku 1994. Wyznający Ulryka 27 letni Lord Thal von Krieger pochodzący ze Schlafebild, aktualnie mieszkający w Altdorfie kapitan najemników. Postać, którą najwięcej i najlepiej mi się grało.



poniedziałek, 17 lipca 2017

Systemy autorskie


     Pewnie każdy Mistrz Gry po jakimś czasie chciał stworzyć swój własny świat albo system rpg. Miałem tak, też i ja. Początkowo gdy graliśmy tylko w Kryształy Czasu, chciałem stworzyć system w klimatach "Conana" Roberta E. Howarda, bez żadnych fantastycznych ras jak elfy czy krasnoludy z mnóstwem małych, wojujących ze sobą królestw. Miało to być coś innego od jednego wielkiego, wielorasowego imperium orków. Gra miała nazywać się Barbarzyńcy RPG. Z ambitnych planów niewiele pozostało. Udało mi się nakreślić mapę świata oraz ... logo systemu i na tym się skończyło.
     Kolejnym pomysłem było stworzenie systemu w klimatach dzikiego zachodu. Królowało wtedy u nas fantasy. O Deadlandsach nikt z nas nie słyszał, zresztą chyba w 1994 roku jeszcze ich nawet nie było. Chciałem stworzyć coś w co jeszcze nie graliśmy. I tutaj doszedłem bardzo daleko w pisaniu systemu. Stworzyłem bazę kilkudziesięciu lokacji z dzikiego zachodu, kilkanaście profesji, broń i ekwipunek, rozpisałem mechanikę tworzenia postaci, która była mieszanką Zewu Cthulhu i Warhammera, czyli systemów w które najczęściej grałem. Miałem też świetne narysowane logo. Tutaj już nawet udało mi się poprowadzić jedną przygodę ale po pewnym czasie zaangażowałem się w nowy projekt. Był to Pluton RPG czyli nic innego jak gra fabularna w czasie wojny w Wietnamie na motywach filmu (oraz książki) jak sama nazwa wskazuje. Tutaj też rozpisałem mechanikę, która była mieszanką Zewu Cthulhu i autorskich pomysłów czyli takie ulepszone Zew Cthulhu. Napisałem proces tworzenia bohatera, schemat awansu czyli ulepszanie umiejętności za punkty doświadczenia. Miałem dużo rozpisanych broni z epoki i trochę trików z książek i filmów o wojnie w Wietnamie. Przygody jakieś w tym systemie też prowadziłem ale ile to już nie pamiętam.
     Gdy w Magii i Mieczu pojawiły się zapowiedzi Dzikich Pól pomyślałem, że fanie by było stworzyć też system rpg o innym okresie historycznym a mianowicie o Krzyżakach, jak sama nazwa wskazuje grałoby się Krzyżakami i system przedstawiałby ich punkt widzenia. Nawet myślałem sobie, że jak Mag wydał Dzikie Pola to i może by wydał Krzyżaków RPG. Niestety za wiele nie napisałem, raczej tylko luźne notatki na temat tego co mogłoby znaleźć się w środku podręcznika.
     Po próbach stworzenia tych czterech systemów doszedłem do wniosku, że nie warto tracić tyle czasu na opisanie świata gry, systemu itd i, że lepiej po prostu napisać tylko przygodę a mechanikę wziąć ze znanej mi gry fabularnej, która będzie pasowała do konwencji.

czwartek, 4 maja 2017

Magia i Miecz czyli jak zacząłem grać w gry fabularne


     Z okazji rocznicy rozpoczęcia przygody z grami fabularnymi kolejny wpis o moich początkach tego hobby. Wszytko zaczęło się 16 maja 1994 roku.
     Właściwie to zaczęło się kilka dni wcześniej. W oknie kiosku Ruchu zobaczyłem nieznane mi czasopismo o świetnej, przyciągającej wzrok okładce. Przedstawiała wojowniczkę na tle płonącego miasta. Tytuł czasopisma - Magia i Miecz kojarzył mi się z grą planszową o tym samy tytule w którą kiedyś zagrywałem się ze znajomymi. Poprosiłem panią kioskarkę czy nie mógłbym przejrzeć tej gazety. Był to 7 numer. Z treści kompletnie nic nie zrozumiałem ale na ostatniej stronie była plansza heksagonalna wraz z jednostkami. Czyli jakaś strategiczna gra planszowa. W tym czasie marzyło mi się posiadanie historycznej gry planszowej Grunwald 1410 od wydawnictwa Dragon. Jednak była ona strasznie droga i poza moim zasięgiem finansowym.
     W ciągu kilku dni po szkole jeszcze ze trzy razy byłem w kiosku i prosiłem panią aby pozwoliła mi przejrzeć czasopismo. I w końcu zdecydowałem się na zakup właśnie ze względu na grę strategiczną w realiach II wojny światowej, która znajdowała się na ostatnich stronach. W weekend byłem w odwiedzinach u babci, która dała mi pieniądze potrzebne na zakup Magii i Miecza.
     W poniedziałek 16 maja 1994 przed szkołą udałem się do kiosku i w końcu stałem się szczęśliwym posiadaczem 7 numer Magii i Miecza. Po przyjściu do domu zagłębiłem się w lekturę czasopisma. Oczywiście już w szkole podczytywałem. Początkowo czytałem tylko dział gier strategicznych, niestety okazało się, że nie ma tam pełnych zasad i trzeba mieć poprzednie numery aby wiedzieć jak w to grać. Nie miałem wcześniej styczności z takimi grami. Trochę się rozczarowałem.Nie tego oczekiwałem.
     Zainteresowałem się reszta treści magazynu. Okazało się, że jest tam cała kompletna gra nieznanego mi rodzaju do której nie potrzeba żadnej planszy ani pionków, wystarczy tylko kartka papieru, ołówek i kostka. I to w dodatku autorem tej gry jest sam Andrzej Sapkowski twórca opowiadań o wiedźminie Geralcie. Początkowo myślałem, że może to być gra w świecie wiedźmina. Przeczytawszy pobieżnie tylko zasady gry już w środę po lekcjach zebrałem dwóch znajomych i spróbowaliśmy zagrać w przygodę Oko Yrrhedesa. Przygody nie przeczytałem wcale, chciałem mieć też niespodziankę jak i moi gracze. Niestety po godzinie gry musiałem przerwać bo nie wiedziałem jak ją prowadzić. Do kolejnej gry w Oko doszło w piątek po dogłębnym przestudiowaniu zasad gry. Tym razem miałem trzech chętnych graczy. Ale znowu nie przeczytałem całej przygody. Po raz kolejny nie skończyliśmy przygody, zabrakło nam czasu. W sobotę już w czteroosobowej ekipie podjęliśmy trzecią próbę gry. Tym razem udało się, zagraliśmy cały scenariusz, do końca. Wszyscy byli zachwyceni. Chcieliśmy więcej. Na następny weekend napisałem scenariusz własnej przygody, który zatytułowałem  "Cryspinethex".

  

czwartek, 20 kwietnia 2017

K10



     Nowy cykl wpisów blogowych z okazji rocznicy rozpoczęcia przygody z grami fabularnymi. Nastąpiło to 16 maja 1994 roku, czyli 23 lata temu. Moje początki z rpg opiszę kiedy indziej dziś skupię się na jednaj z najważniejszych części tego hobby czyli kostce k10. Podstawowa kość w większości systemów rpg a wówczas nie można było się bez niej obejść.
     Pierwszą k10 w kolorze czarnym mieliśmy z gry planszowej Robin Hood. Szczęśliwym trafem leżała ona u mnie choć nie była to moja gra. Graliśmy kiedyś u mnie i po grze została a potem ani właściciel nie zgłosił się po nią ani ja mu jej nie oddałem. A daleko do siebie nie mieliśmy bo mieszkaliśmy razem w jednym bloku. Gra razem z kostką oczywiście wróciła w późniejszym czasie do niego jak już nabyłem swój egzemplarz kostki.
     W początkowym okresie starczała nam jedna kostka choć mieliśmy z nią też przygody jak wpadła nam do kratki ściekowej, na szczęście udało się ją uratować. Jednak gdy zaczęliśmy częściej grywać i to na dwóch mistrzów gry to zaczęło nam brakować drugiej, gdy jedna została u MG który akurat nie mógł grać to i reszta nie mogła grać u drugiego mistrza gry bez kostki.
     Okazja do nabycia kostki nadarzyła się gdy drugi mistrz gry w czerwcu miał wyjechać z klasą na wycieczkę do Warszawy. Z ogłoszeń publikowanych w "Magii i Mieczu" wiedzieliśmy, że znajduje się tam sklep z rpg i co najważniejsze w swojej ofercie posiada kości do gry. Był to sklep "U Izy" na ulicy Wilczej. Trzy lata wcześniej w podstawówce ja byłem na wycieczce w Warszawie na której zaopatrzyłem się w przewodnik po Warszawie razem z mapą. Były tam rozpisane nawet linie autobusowe i tramwajowe.
    W dzień przed wyjazdem siedliśmy całą ekipą erpegową z mapą i opracowaliśmy plan jak nasz kolega ma się dostać do tego sklepu i wrócić do wycieczki w jak najkrótszym czasie. Już nie pamiętam co to była za atrakcja turystyczna ale z jednej musiał urwać się i wsiąść najpierw w tramwaj. Potem przesiadka w autobus i już był w raju, czyli w sklepie z grami fabularnymi. Okazało się, że więcej tam było gier figurkowych, planszowych niż podręczników rpg. A jeśli już były to w języku angielskim. Angielskiego nikt z nas aż tak dobrze nie znał, w tym czasie wciąż podstawowym językiem obcym w szkołach była nauka rosyjskiego. W sumie to był czerwiec 1994 roku. Na szczęście było tam to czego najbardziej potrzebowaliśmy. Kolega kupił JEDNĄ kostkę, tylko na tyle było go stać. I szczęśliwie zanim ktoś się zorientował zdążył wrócić do wycieczki klasowej.
     Mieliśmy druga kostkę! Tym razem w kolorze czerwonym.